Drukuj

WADAS, Józef
Ślonskie fanzolynie Furgoła / Józef Wadas. - Chełm Śląski : Towarzystwo Miłośników Ziemi Pszczyńskiej, 2004
Sygn. A-4455


Sympatyczna książeczka niestrudzonego i wszechstronnego popularyzatora gwary śląskiej, pisarza, gawędziarza, publicysty, muzyka.

Autor prezentuje nam – w oryginalnej gwarze z okolic Chełma Śląskiego – bogaty wybór małych form literackich: wierszowane bajki, dialogi, wierszyki okolicznościowe, krótkie opowiadania, anegdoty, „wice”... Część tekstów to znakomite, prześmieszne przeróbki utworów tak popularnych autorów jak Jan Brzechwa („Kopciuszek”, „Na straganie”, „Lyń”), Julian Tuwim („Lokomotywa”, „Chop Hilary”, „Dwa Michały”), Aleksander Fredro („Pałlek i Pietrek”) czy Kornel Makuszyński („Koziołek Matołek”). Dla koneserów - scena balkonowa Romana i Uliny :)

Kolejna grupa tekstów związana jest tematycznie z życiem religijnym mieszkańców regionu. Są tu m.in. „Chełmskie jasełka” i odpowiednie wersje popularnych kolęd (np. „Pódźmy wszyjscy do Betlyjki”, „Lulajże Jezuniu”). Zilustrowano również życie codzienne mieszkańców regionu („Dwie klachule”, „Ałto z giełdy”, „U mordochwyta”), obyczaje („Topienie Marzanny”), lokalny patriotyzm („Mój Chełm”, „Hymn górnoślonski” I i II, „Moja ziymia”). Wiersze żartobliwe przeplatają się tu z przykładami liryki bardziej kameralnej; czasem pojawiają się nuty sentymentalne („Ukochana Mama”). Z kolei w tekstach o górnikach pojawiają się tony rozgoryczenia i buntu („Górniczo dola”, „I co dali?”).

Młodzieży spodoba się zapewne obszernie reprezentowany humor szkolny, aczkolwiek część anegdot razić może delikatniejsze ucho. W ogóle jest tu sporo scenek rubasznych, a język nader dosadny – lecz niewątpliwie adekwatny do rzeczywistości...
Autora cechuje doskonały słuch, wsparty znakomitym zmysłem obserwacyjnym, pozwalający w zwięzły i niezwykle obrazowy sposób konstruować swoje wypowiedzi. Teksty kipią jędrnym dowcipem, świetnie oddają koloryt lokalny, są dobrze spuentowane. Wadas trafnie „wygrywa” różnice między tzw. językiem literackim a żywiołem gwary; szczególnie humorystyczny efekt przynosi przeróbka fragmentu z Szekspira, gdzie w miejsce wzniosłych metafor literackiego pierwowzoru „wlazuje” obrazowanie osadzone w najbardziej prozaicznym konkrecie. Skarży się śląski Romeo:
„Jak jo ci fest przaja – jak jo cie łoboczył
To jo wielkiym szwongiem srogi mur przeskoczył
Ty moja Ulina i ty skarbie złoty
Skuli tego skoku – stargołech galoty
Przileciołech do cia na takie umizgi
A teroz mom w zadku samusińkie drzizgi.”
To zanurzenie gwary w konkrecie codzienności potęguje efekty komiczne. Uroczo absurdalne „Ryby sobie łowię” mistrza Fredry chyba przegrywa z niewinnym „Co ty Pałlek robisz? / Chytom se karasie”...

Nie wszystkie wiersze w książce pisane są gwarą. Wydaje się jednak, że ze znacznie żywszym odbiorem czytelników spotkają się teksty gwarowe. Przykładowo, okolicznościowy wierszyk „Dzień Nauczyciela” jest nieco sztuczny, taki, jakich wiele, ale już pozornie podobny „Dziyń Babki” ma własny charakter i ukrytą serdeczność. Świadczy to o autentycznej więzi autora z językiem i kulturą regionu.

Bożena Zwierzyńska