Drukuj

MIŚ, Bogdan
Tajemnicza liczba e i inne sekrety matematyki / Bogdan Miś. – Wyd. 2. - Warszawa : Wydaw. Naukowo-Techniczne, 2008
(W bibliotece dostępne wydanie z roku 1989, sygn. 32739)




Jakiś czas temu Internet obiegła lista najpopularniejszych, dość dalekich od prawdy, lecz wygodnych sformułowań, wśród których w ścisłej czołówce znajdowały się wypowiedzi w rodzaju „Kochanie, wrócę później, mam jeszcze sporo pracy” i „Dziękuję, nie jestem głodny”. My zwróćmy jeszcze uwagę na zastrzeżenie, powtarzane z uporem przez znakomitą większość społeczeństwa: brzmi ono „Nigdy nie zrozumiem matematyki – jest ona dla mnie za trudna”. Z zagadkowych względów przeciętny zjadacz chleba w wieku szkolnym woli nauczyć się na wyrywki położenia cieśnin na mapie świata, niż analizować podobieństwo trójkątów; prędzej wybierze wkuwanie dat podpisania mało ważnych edyktów, niż przyswojenie definicji funkcji kwadratowej... Dlaczego tak jest, to temat na osobny – niejeden – artykuł; my natomiast w tym miejscu podkreślmy, że przytoczone powyżej zdanie to *nieprawda*.

Bogdan Miś, z wykształcenia matematyk, z zawodu dziennikarz, podejmuje się trudnego zadania – pisze książkę o matematyce, którą tak zwany „przeciętny odbiorca” powinien przeczytać, zrozumieć i która winna go zainteresować. Zadanie to jest trudne nie z powodu złożoności poruszanych zagadnień, lecz ze względu na wspominane wyżej ogromne, powszechne uprzedzenie do matematyki. Tym godniejsze więc podziwu, że autor wychodzi z zadania obronną ręką. Przede wszystkim, książka napisana jest lekkim, gawędziarskim językiem. Autor niejednokrotnie pozwala sobie na dowcipne anegdoty i dygresje, utrzymując książkę w tonie jak najdalszym od akademickiego wykładu. W swobodnie snutej, matematycznej gawędzie najróżniejsze tematy przeplatają się ze sobą, by w efekcie ułożyć się w spójną całość. Bo taki właśnie jest urok matematyki – zwykle poznajemy jej fragmenty, z pozoru zupełnie ze sobą niezwiązane, czujemy się wręcz przytłoczeni ogromem pojęć i zagadnień, jednak po przeczytaniu jeszcze jednego rozdziału, poznaniu jeszcze jednego szczegółu wszystko - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - układa się i wiąże sensownie.

Autor, prezentujący sporo wdzięku w swym stylu opowiadania o matematyce, popularyzuje ją od lat na wiele sposobów, aktualnie np. dodając na stronie YouTube krótkie filmiki o biografiach znanych matematyków i interesujących, według niego, zagadnieniach, takich jak pewnik wyboru czy słynne problemy otwarte. Obszerne książki rządzą się jednak nieco innymi prawami – tu potrzeba motywu przewodniego. Bogdan Miś obiera zań liczbę e, stałą matematyczną, rywalizującą z π o miano tej najważniejszej, a jednocześnie nawiązującą z nią wspaniałą współpracę w przeróżnych dziedzinach nauk matematycznych.

Miś rozpoczyna książkę od przytoczenia pewnych podstawowych informacji, a potem – używając liczby e jako punktu wyjścia – prowadzi nas przez bogaty świat matematyki, trzymając się początkowo intuicyjnie znanych czytelnikowi rzeczy, po to tylko, by wraz z rozwojem książki wchodzić coraz głębiej w piękno matematycznej abstrakcji. W toku tej wędrówki panu Misiowi udaje się – aż do końca - nie zgubić czytelnika za sobą. Nawet poruszając zagadnienia przestrzeni ośmiowymiarowych i niezwykle już głębokich uogólnień pojęcia liczby, autor nie zapomina o stojących za wszystkim intuicjach.

Książka na każdym kroku przypomina niezwykle istotną prawdę: matematyka jest nauką, owszem, abstrakcyjną, bogatą, czasem skomplikowaną, jednak ma ona przecież podstawy w naszym, tak dobrze znanym świecie – nie jest brana z powietrza. I te podstawy, te intuicje, które prowadziły i prowadzą matematyków i pozwalają im dowodzić coraz piękniejszych twierdzeń, towarzyszą nam przez całą książkę. Pozwalają nam przejść od liczenia bażantów do liczb przestępnych, od pudełka z zapałkami do klasy abstrakcji, od przyporządkowania do wielomianu i od pierwiastka do oktawy Cayleya...

Książka ocieka wiedzą, poruszanymi zagadnieniami zahaczając nawet o pierwszy rok studiów – jednocześnie jednak wiedza jest podana tak przystępnie i przyrządzona tak smakowicie, że nawet największy przeciwnik uczenia się matematyki ze zdziwieniem stwierdzi, że, kurczę, jednak te funkcje też potrafią być ciekawe.
 

Wielu takich refleksji podczas lektury życzy -

Mateusz Jurczyński
Koło Naukowe Matematyków UŚ